Wstań! I zmień myślenie.

Wcześniej myślałam, że zmianę myślenia i nawrócenie zaczyna się od pierwszego kroku. Dziś odkryłam, że byłam w błędzie. Nawrócenie zaczyna się od tego, że… należy wstać.

Czytaj dalej

Reklamy

Święta, w których trzeba Boga

Dziś popełniłam błąd. Poszłam do Tesco, dwa dni przed Bożym Narodzeniem. Co tam się działo, to jest jakiś kosmos! Ludzi tłum, do kas dzikie kolejki, popłoch, bieganina, panika, narzekanie, że towar za drogi, albo już wykupiony, a kasjerzy tacy wolni, a w domu firanki nie wyprane… Magia świąt jest widoczna tylko na opakowaniach produktów a i tam znajdziemy nie Jezusa, a Mikołaja. I nie Świętego a komercyjnego. Gdzie w tym wszystkim jest Jezus?

Czytaj dalej

Jestem dobry, pójdę do nieba?

Już niedługo jedno z największych świąt w roku – drugie z kolei, bo pierwsze nazywamy Wielką Nocą. Takie jest moje zdanie (chociaż…gdyby Jezus się nie urodził nie byłoby zbawienia, ale gdyby się urodził a nie było zbawienia…To bylibyśmy dalej w Starym Testamencie). Nadchodzący 25.grudnia w tym roku pobudza mnie do refleksji bardziej, niż w latach ubiegłych. Podejrzewam, że wynika to z mojego ponownego oddania swojego życia Bogu – i te refleksje są jednym z tych dobrych owoców, które zbieram. 🙂

Czytaj dalej

Porażki

Każdy z nas ma w życiu gorsze i lepsze momenty. Często siebie często oskarżam o nieidealność, choć brzmi to głupio. Mogło być lepiej. Stać mnie na więcej. Dużo od siebie wymagam i zdarza mi się, że krytykuję siebie choć wiem, że to nie jest dla mnie dobre. A co na to Pan Bóg?

Czytaj dalej

pechowa 13 – stka

Mroźny, mglisty dzień powoli dobiega końca. Moje uszy były dziś molestowane agresywnym warkotem wiertary zaciekle pracującej na korytarzu. Nawet telewizor nie był w stanie tego wściekłego wiercenia ściany zagłuszyć. I nie, to nie sąsiad uraczył mnie dzisiaj tą wątpliwą dawką rozrywki. W sumie to nawet nie wiem, na kogo mogłabym chociaż rzucić spojrzenie w mieszance rozpaczy i zrezygnowania, bowiem faceci w kombinezonikach buszowali kilka pięter wyżej (!).

Pechowa 13, bo miałam dziś największy kryzys od początku wyzwania, nawet nie będę wchodziła w szczegóły, bo normalnie żenua.  Nastrój mam nostalgiczny i szary, jak listopadowa jesień. Najchętniej zakopałabym się pod koc, zrobiła sobie herbatę z pigwą i rozpłynęła się jak mgła i zmaterialozowała się, np. jutro. Albo udawała, że tego wyzwania nie było. Bo nie jest tak perfekcyjnie jakbym chciała, a ja lubię jak jest chociaż trochę idealnie.

Czytaj dalej