Nowy rok, nowe żarcie

Zawsze była zwolenniczką robienia noworocznych postanowień dokładnie od pierwszego stycznia. Odkąd jednak poznała Adama, jej przyzwyczajenie uległo zmianie. Jej ukochany urodził się 1.01 i ciężko było planować noworoczne zmiany, gdy zaraz po sylwestrze czekała impreza urodzinowa, najczęściej w kilku wydaniach – przecież jej wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o bursztynowym spojrzeniu miał spore grono przyjaciół (których z resztą Ewka lubiła z wzajemnością).

W poniedziałek, po spokojnym dniu w pracy, dziewczyna rozmyślała o swoich noworocznych postanowieniach. Oczywiście punktem pierwszym na liście było: schudnę. Ciekawe, że był to number one na corocznej liście przebojów, tylko liczba zakładająca ilość zrzuconych kilogramów z biegiem czasu wcale nie szczuplała. Wręcz przeciwnie – była coraz bardziej obszerniejsza. Nagle jej rozmyślania przerwał dźwięk powiadomienia o odebraniu wiadomości e-mail Czytaj dalej

Reklamy

Przygotowania do wspinaczki

Zaczyna powoli przygotowania do Nowego Roku. Sylwester swoją drogą, ale Noworoczne Cele swoją. Do jednego z nich solidnie się przygotowuje – przeszła przegląd, jak rower na wiosnę przed pierwszą wycieczką.

Czytaj dalej

Jest tak w kratkę

Rozerwałam kurtkę szarpiąc się ze współpasażerami w porannej, zatłoczonej komunikacji miejskiej. Wersja oficjalna, bo kogo chcę oszukać? Jasne, tak naprawdę, to kurtka zrobiła się przymała i rękaw pękł, bo nie miał siły dłużej się napinać. Pękł, jak moja motywacja, która w ostatnim czasie zdecydowanie jest dobra na krótkie dystanse. Mocarna, jednodniowa muszka owocówka. Czemu, do jasnej ciasnej, jak się człowiek wykolei to tak ciężko wrócić na właściwy tor?

Koleżanka zwierzyła mi się, że dziś w sklepie z rozpaczą odkryła, że nie mieści się w swój rozmiar ciuchów. Załamana stwierdziła, że tak nie może być, że trzeba się za siebie wziąć po czym wracając do domu, kupiła sobie eklerka. Skąd ja to znam…?

Czytaj dalej

Dzień 12, czyli czego do tej pory się nauczyłam:

Deszczowy dzień. Już jakiś czas temu zaprzestałam nieświadomych pielgrzymek do lodówki w celu oświecania się przez jasność i pustkę bijącą z jej zimnego wnętrza. Byłam przekonana, że już po tym cukierku, którego zeżarłam ostatnio nic takiego mnie nie spotka. I co?

Przyjechałam w gości i w ramach przekąski miałam sobie zrobić coś do jedzenia. „O, wow, Nutella, dawno nie jadłam!”. I dopiero przy pierwszym gryzie zajarzyłam co  się dzieje. Zaćmienie umysłu, zamulająca pogoda, głupi producent, który stworzył słodkie smarowidło do chleba, słaba wola… Zawsze się znajdzie coś lub ktoś, na kogo można zwalić winę.

Wina jest ewidentnie moja. I się z tego cieszę! Dlaczego? Czytaj dalej

Mała spowiedź dnia 10

Jestem wodzona na pokuszenie. Kilka dni po tym, jak MN uciekał w popłochu z Ptasim Mleczkiem, ja dostałam całe osobiste opakowanie od nieświadomej niczego znajomej, której wyświadczyłam drobną usługę. Bogu ducha winnej kobiecinie nawet przez myśl nie przeszło, że może mnie tym prezentem wystawić na próbę. Na szczęście sprawdzian zdałam. Do reklamówki z podarkiem zajrzałam tylko raz, i szybko wrzuciłam w czeluście szafki, żeby nie kusiło. Diabli wiedzą, co by było, gdybym te łakocie otworzyła.

Tylko raz, niechcący zjadłam małego cukierka, którego dostałam u fryzjera. A jak się ucieszyłam, jak go znalazłam w czeluściach torebki! „O, cukierek, ale fajnie” – i myk do paszczy. A potem skojarzyłam co zrobiłam. Cóż, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele rzeczy robi machinalnie. Bezmyślnie.  Czytaj dalej

kolejna środa, czyli… dzień 7!

Czy może się nie udać? Owszem, może! Czy też tak macie, że jak powstaje „luka w grafiku” i przestajecie coś robić, to ciężko Wam do tego wrócić? Ja tak mam, niezależnie od tego czy chodzi o sport czy o prowadzenie bloga. Jestem osobą niewypisaną chyba pod każdym względem. Piszę pamiętniki, piszę listy (!), piszę (raczej „pisałam” wiersze). Teraz zaczęłam pisać jeszcze jeden zeszyt, związany z przemianą ale o tajnym zeszycie kiedy indziej. A jednak ciężko mi było tu wrócić. Ale wróciłam plusik dla mnie, że się przełamałam.

W niejedzeniu słodyczy jest sukces większy, niż z nauką języka. Czytaj dalej

Dzień zero.

Zmiany najlepiej zaczynać od nowego roku, nowego miesiąca, albo od poniedziałku. Nawet nie chcę liczyć ile razy zaczynałam coś zgodnie z tym kluczem i w większości przypadków projekt umierał śmiercią naturalną (wspomaganą okrutnym morderstwem popełnianym w afekcie przez moje lenistwo, niestety za moją zgodą). Dziś jest środa, dzień tygodnia, który jest na drugim miejscu nielubianych przeze mnie dni tygodnia (poniedziałek zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce). Nie lubię środy, bo jest w środku tygodnia. Jest za późno żeby coś zaczynać (w końcu od poniedziałku minęły 3 dni!) i za wcześnie, żeby robić coś nowego (do weekendu długa droga a co dopiero do początku następnego tygodnia). Doszłam do wniosku, że powinnam chociaż spróbować lubić środy (w końcu od tego dnia jest „z górki” do upragnionego weekendu). I postanowiłam coś zmienić, właśnie w środę. Czytaj dalej