Ciężki powrót. Potrzebuję Bohatera.

Od jakiegoś czasu mam pewien problem – i nie chodzi o złą organizację czasu, jak myślałam wcześniej. To też nie jest kwestia tego, że przestałam lubić pisać, albo że znów w jakiś sposób ograniczyła mnie choroba. Nie chodzi nawet o to, że moja praca polega głównie na siedzeniu przed komputerem. Ani o to, że pewne rzeczy wiążą się z większym trudem i wyzwaniami. Myślę, że problemem nie jest pewnie też brak dystansu. Więc – o co chodzi?

Czytaj dalej

Bóg Cudów, a może Bóg Nic? O ciemnej nocy duszy cz.1

Każdy z nas ma swój obraz Boga. Mój obraz zmieniał się wielokrotnie i nadal jest niestabilny, często pewnie z resztą wykrzywiony. Ale nawet jeśli nie do końca prawdziwy, to chociaż świadczący, że Bóg jest. Taki, siaki, ale jest. Gorzej, kiedy nastaje ciemna noc duszy. Taka, jak u mnie teraz.

Czytaj dalej

Nowy rok, nowe żarcie

Zawsze była zwolenniczką robienia noworocznych postanowień dokładnie od pierwszego stycznia. Odkąd jednak poznała Adama, jej przyzwyczajenie uległo zmianie. Jej ukochany urodził się 1.01 i ciężko było planować noworoczne zmiany, gdy zaraz po sylwestrze czekała impreza urodzinowa, najczęściej w kilku wydaniach – przecież jej wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o bursztynowym spojrzeniu miał spore grono przyjaciół (których z resztą Ewka lubiła z wzajemnością).

W poniedziałek, po spokojnym dniu w pracy, dziewczyna rozmyślała o swoich noworocznych postanowieniach. Oczywiście punktem pierwszym na liście było: schudnę. Ciekawe, że był to number one na corocznej liście przebojów, tylko liczba zakładająca ilość zrzuconych kilogramów z biegiem czasu wcale nie szczuplała. Wręcz przeciwnie – była coraz bardziej obszerniejsza. Nagle jej rozmyślania przerwał dźwięk powiadomienia o odebraniu wiadomości e-mail Czytaj dalej

Jest tak w kratkę

Rozerwałam kurtkę szarpiąc się ze współpasażerami w porannej, zatłoczonej komunikacji miejskiej. Wersja oficjalna, bo kogo chcę oszukać? Jasne, tak naprawdę, to kurtka zrobiła się przymała i rękaw pękł, bo nie miał siły dłużej się napinać. Pękł, jak moja motywacja, która w ostatnim czasie zdecydowanie jest dobra na krótkie dystanse. Mocarna, jednodniowa muszka owocówka. Czemu, do jasnej ciasnej, jak się człowiek wykolei to tak ciężko wrócić na właściwy tor?

Koleżanka zwierzyła mi się, że dziś w sklepie z rozpaczą odkryła, że nie mieści się w swój rozmiar ciuchów. Załamana stwierdziła, że tak nie może być, że trzeba się za siebie wziąć po czym wracając do domu, kupiła sobie eklerka. Skąd ja to znam…?

Czytaj dalej

Padłeś? Powstań!

Niedawno poznałam interesującą osobę i nie chodzi tylko o to, że mamy prawie taką samą datę urodzenia (różnica dokładnie dwa lata). Niedawno się poznałyśmy, a już czuję, że ta znajomość będzie dla mnie budująca. Mimochodem wysłała mi piosenkę z tekstem „sama siebie pytaj (…)czego chcesz od życia?”. Dobre pytanie, staram się na nie aktualnie odpowiedzieć. Myślisz, że to proste? To spróbuj sam. Ja na razie wiem, że nie chcę, żeby ograniczało mnie lenistwo i marnowanie czasu.

Dużo mnie kosztowało napisanie tego postu. Jak się pewnie domyślasz – poległam i odpuściłam prawie na miesiąc. Ale coś mi wierciło dziurę w sumieniu. Nawet 30 dni nie spróbujesz, chcesz się poddać? To są te twoje pomysły? Rzucasz to z takiego głupiego powodu, z … lenistwa?  Braku silnej woli? Czy warto lenistwo położyć ponad pracę nad sobą, naprawdę sądzisz, że to Ci przyniesie coś dobrego?
Tak się na siebie wkurzyłam i na ten głosik gadający w mojej głowie, że wracam. Wracam i startuję od nowa.

Czytaj dalej

pechowa 13 – stka

Mroźny, mglisty dzień powoli dobiega końca. Moje uszy były dziś molestowane agresywnym warkotem wiertary zaciekle pracującej na korytarzu. Nawet telewizor nie był w stanie tego wściekłego wiercenia ściany zagłuszyć. I nie, to nie sąsiad uraczył mnie dzisiaj tą wątpliwą dawką rozrywki. W sumie to nawet nie wiem, na kogo mogłabym chociaż rzucić spojrzenie w mieszance rozpaczy i zrezygnowania, bowiem faceci w kombinezonikach buszowali kilka pięter wyżej (!).

Pechowa 13, bo miałam dziś największy kryzys od początku wyzwania, nawet nie będę wchodziła w szczegóły, bo normalnie żenua.  Nastrój mam nostalgiczny i szary, jak listopadowa jesień. Najchętniej zakopałabym się pod koc, zrobiła sobie herbatę z pigwą i rozpłynęła się jak mgła i zmaterialozowała się, np. jutro. Albo udawała, że tego wyzwania nie było. Bo nie jest tak perfekcyjnie jakbym chciała, a ja lubię jak jest chociaż trochę idealnie.

Czytaj dalej

Dzień 12, czyli czego do tej pory się nauczyłam:

Deszczowy dzień. Już jakiś czas temu zaprzestałam nieświadomych pielgrzymek do lodówki w celu oświecania się przez jasność i pustkę bijącą z jej zimnego wnętrza. Byłam przekonana, że już po tym cukierku, którego zeżarłam ostatnio nic takiego mnie nie spotka. I co?

Przyjechałam w gości i w ramach przekąski miałam sobie zrobić coś do jedzenia. „O, wow, Nutella, dawno nie jadłam!”. I dopiero przy pierwszym gryzie zajarzyłam co  się dzieje. Zaćmienie umysłu, zamulająca pogoda, głupi producent, który stworzył słodkie smarowidło do chleba, słaba wola… Zawsze się znajdzie coś lub ktoś, na kogo można zwalić winę.

Wina jest ewidentnie moja. I się z tego cieszę! Dlaczego? Czytaj dalej